Madagaskar - 2014r.

        i 2018 r.

Teraz więc musi być krótko o Madagaskarze. To czwarta co do wielkości wyspa na świecie, o powierzchni prawie 2 razy większej niż Polska. Nazwa oznacza „ląd na krańcu świata”. Europejczycy dowiedzieli się o niej dopiero w 1500 r. - wyspę odkrył portugalski żeglarz Diogo Diaza. W XVIII w. wyruszyła na Madagaskar ekipa z Maurycym Beniowskim, któremu zawdzięczamy pierwszy szczegółowy opis wyspy, stąd w każdym mieście jest ulica jego imienia, ale nikt  Beniowskiego nie kojarzy z Polską. Madagaskar leży  ok. 400 km na wschód od południowej części Afryki na wysokości Mozambiku. Na wyspie żyje ok. 22 mln ludzi, którzy posługują się językiem malgaskim (z grupy języka zachodnio-indonezyjskiego) i francuskim (no, czasami to nie do końca prawda, niektórzy języka francuskiego nie znają!). Madagaskar nazywany jest też często  Czerwoną Wyspą – ze względu na barwę gleb lub Ósmym Kontynentem. Uważa się, że jest to raj dla turystów: miejsce życia wielu gatunków roślin (baobaby!) i zwierząt (lemury, kameleony). A to dzięki temu, że wiele milionów lat temu (160 mln?) wyspa oddzieliła się od kontynentu i wytworzyła przyrodę niespotykaną gdzie indziej; większości, bo ok. 80% występujących tam ssaków, ptaków oraz roślin nie zobaczy się nigdzie indziej na świecie. Madagaskar jest bardzo zróżnicowany pod względem rzeźby terenu i klimatu, dlatego, aby zobaczyć tę różnorodność: lasy tropikalne,  pustynię, sawannę czy płaskowyż, trzeba sporo czasu.

...

 Pierwsze bliskie spotkanie z florą i fauną wyspy w Andasibe

....Mijaliśmy słynne wachlarzowate drzewa podróżnika (ravenala, czyli  pielgrzan), nazwę swoją zawdzięczają temu, że ich liście są źródłem wody dla spragnionych podróżnych. Wysoko rosły nasze gwiazdy betlejemskie, które tam nazywają się kwiatem Madagaskaru, bo są w trzech kolorach flagi tego kraju (biało-czerwono-zielony), a ich liść złożony na pół przypomina kształtem mapę wyspy. Po drodze odwiedziliśmy Marozevo - plantację liczi i mango oraz Rezerwat Peyrieras: farmę motyli, węży, kameleonów, gekonów - jaszczurek, pomarańczowych żabek, jeżyków, olbrzymich nietoperzy i żółwi promienistych. To było moje pierwsze spotkanie z florą i fauną Madagaskaru. Lokalny przewodnik opowiadał, opowiadał... Najbardziej zdumiała mnie ilość kameleonów – od maciupkich, wielkości małego palca u dłoni, do paronastocentymetrowych. Ich wyłupiaste oczy obracały się  dookoła głowy, którą kameleony nie ruszają. Wyciągniętym językiem na ogromną długość łąpały koniki polne. A te kolory! Na drzewie siedział przepiękny jedwabnik, na Madagaskarze  hoduje się jedwabniki, ale są i dzikie, cudne!

...

Dotarliśmy do miasteczka Andasibe, składającego się z prostokątnych chatek (na Madagaskarze ludzie nie mieszkają w okrągłych chatach tak, jak w Afryce), straganów, kościoła, barów; tutaj niedaleko jest wejście do Parku o nazwie Andasibe, czasem nazywanym Perinet (wiele miejscowości ma podwójną nazwę: malgaską i francuską). ...Właściciel jednego z hoteli - Vakona - stworzył rezerwat z lemurami. Tam też można zobaczyć wypasione krokodyle z Nilu i największych drapieżników z Madagaskaru – fossa, na szczęście byli za kratami!  Rezerwat jest dość rozległy, dziki i można się po nim przejść -   obowiązkowo z przewodnikiem. Ale to, co przyciąga turystów to, oczywiście, lemury. Oswojone z ludźmi, jak te małpki w Afryce, skaczą po człowieku żebrząc o banana. Uśmiałam się, jak korzystały z sympatii zwiedzających, waliły ich po głowie i wyciągały łapki. Było ich trochę: mieniący się w słońcu złoty bambusowy, malutki brązowy, wari czarno-biały z wyciągniętym pyszczkiem i proszącym wzrokiem, wpatrzonymi we mnie oczami! Nie będę zanudzała łacińskimi nazwami, chodzi o to, że lemury były cudne! Zwane są małpiatkami z Madagaskaru, ale  w hierarchii są wyżej niż małpy. Nie zmieniły wyglądu od milionów lat. Ponoć jest ich aż 100 gatunków (liczba ta jest kontrowersyjna, niektóre źródła podają 50 gatunków), a wspólną cechą wszystkich jest fakt dominowania  w stadzie samicy. Połowa  lemurów żyje nocą i dlatego czekałam na spotkanie z nimi w czasie nocnego spaceru po jednym z  parków. Vakona to było moje pierwsze spotkanie z nimi i to bliskiego stopnia! Oczywiście, spotkanie z lemurami będącymi na wolności  daje inne przeżycia i z utęsknieniem czekałam następnego dnia, kiedy  poszliśmy do parku narodowego, gdzie  lemury są u siebie.....

Po emocjach w Vakona zasłużyłam na wypoczynek w hotelu  o nazwie Feon῾ny Ala, położonym blisko  wejścia do Parku Andasibe, tak, że z hotelu można usłyszeć odgłosy indri–indri, największych lemurów. To dopiero „muzyka”! Nie bez przyczyny nazwa hotelu tłumaczy się: „dźwięk lasu”. Lemury te żyją w lesie deszczowym, wysoko na drzewach i wydają charakterystyczne, dość przeraźliwe dźwięki. Osiągają wielkość nawet do 90 cm, nie mają długiego ogona (tylko około 5 cm) i dwa szpony do łapania za gałęzie. Nie można ich zobaczyć w żadnym ZOO, bo  żyją tylko na wolności. Lemury indri, po malgasku nazywane są Babakoto, co tłumaczy się: relacja ojca z synem. ....

...

Najważniesza sprawa to fady.

Muszę wytłumaczyć, co to jest fady, bo to więcej niż ważne. Wszystkie plemiona mają wspólną wiarę w moc przodków oraz w fady: nakazy lub zakazy, czasami tabu. Istnieją fady dla wszystkich, ale to, co jest fady dla jednego z plemion, nie musi być fady dla innego. Jedne  fady stosuje się tylko w stosunku do kobiet, inne - tylko do mężczyzn itd. Pierwszego dnia pobytu na Madagaskarze Jimmy poinformował mnie (to wiedziałam, nie docenił mnie!), że pokazywanie palcem wskazującym jest fady; pokazuj zgiętym palcem lub całą dłonią, uprzedził mnie. Zakaz nieudzielania gościny (też fady) sugeruje, aby gość nie od razu korzystał z zaproszenia Malgaszy, bo nie wolno przecież się narzucać, a oni nie odmawiają gościny, właśnie z powodu fady. Także kolor lamby, czyli tradycyjnego stroju malgaskiego, kawałka materiału, musi być dostosowany do okoliczności. A nosi się lambę  jako sukienkę, spódnicę, noszą kobiety i mężczyźni.  Lamba jest również używana do wiązania dzieci na plecach matek lub jako poduszka podczas przenoszenia ciężkich przedmiotów na wierzchu głowy. Rytualnie w lambę zawija się szczątki zmarłych przed umieszczeniem ich w rodzinnym grobowcu. Groby też są fady i odgrywają wielką rolę, bo na wyspie istnieje wiara w przodków. Jest wiele fady dotyczących grobowców i uroczystości famadihany, o czym opowiem potem.

Fady kieruje życiem - zgodnie z fady istnieją zalecenia i zakazy w postępowaniu w danej sytuacji. Nieprzestrzeganie zasad prowadzi do nieszczęścia  nie tylko dla danej osoby, ale i całej rodziny. Mamy XXI w. a fady rządzi Madagaskarem. 

....

Mieszkańcy Madagaskaru – Malgasze

Wyspa została zaludniona około 2 tys. lat temu przez ludy Azji i częściowo Afryki, stąd różnorodność rysów i koloru skóry. Wszystkich jednak łączy wspólny język i kult przodków. Ogółem jest 18 plemion posiadających własny dialekt, z których wymienię tylko te, których terytorium odwiedziłam. A więc:

.....

 każdy, kto jest obcy i biały, to vazaha. Można się przyzwyczaić, bo prawie wszyscy tak wołają za turystą. Salama (dzień dobry), vazaha lub  vazaha – bonbon (daj cukierka!) vazaha, inona ny vaovao? (co nowego słychać?) Veloma (do widzenia), vazaha......

 

Chociaż dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, to będzie o walucie

Od 2005 r. obowiązującą walutą jest ariary (MGA) – około 3400 ariary to równowartość około 1 euro. Ariary zastąpił poprzednią walutę, franka malgaskiego. Do tej pory w BARDZO wielu miejscach (na wsiach, miasteczkach, również w sklepikach) podawana jest cena we frankach. Wystarczy jednak podzielić kwotę przez pięć i już jest w ariary. Ustalając zapłatę warto się upewnić, o jakich pieniądzach mówimy.

Osobny problem to zamiana eurocentów na ariary. Niektórzy turyści płacą za usługę dzieciom centami (lub po prostu im je dają), a potem dzieciaki  chcą je wymienić na pieniądze, za które mogą sobie coś kupić do jedzenia; metal eurocentów jest bezużyteczny i nie chodzi nawet o to, że  banki ich nie wymieniają. Malgasz (każdy) musi  zachodnią walutę udokumentować (mnie sprawdzali paszport i gdzie się zatrzymałam). W środku miasta Fianar okrążyła mnie grupa umorusanych sympatycznych dzieciaków chcących zamienić eurocenty na ariale (MGA) i w ten sposób przyjechałam do Polski z prawie kilogramem monet o równowartości około 3 euro. A dzieci miały na jedzenie prawie 10 tys. MGA. To, naprawdę,  bardzo dużo. Na lotnisku w Ivato/Tana kręcą się  ludzie zaczepiający  turystów, chcący wymienić euro na ariale, ale ja już nic nie miałam do wymiany.

Tsako tsako (jedzenie),  ryż i inne przysmaki, czyli  sakafo (dania) malgaskie.  

.....

                      

Muszę opowiedzieć o ryżu. Ryż w języku malgaskim  to vary, czyli ryż, a nie jedzenie, ryż to ryż; zastępuje chleb i ziemniaki. Madagaskar jest krajem, który ma największe spożycie ryżu na jednego mieszkańca, czyli 150 kg. Więc kupują od Chińczków, bo nie starcza, chociaż  w niektórych rejonach wyspy zbiory są trzy razy w roku. Chińczycy zadomowili się na wyspie i oferują chińskie zupki: rosołek  na mięsie lub bez, z jajem na  twardo lub bez, plus makaron „made in Turcja”. Nie próbowałam. Ryż czerwony (vary mena) ma inny smak niż biały. Malgasz zjada ryż parę razy dziennie, począwszy, najczęściej rano, od zupki ryżowej na wodzie (vary anana) z ziołami, czasem na mięsie suszonym. Potem konsumuje  dania z ryżu na sypko z warzywami, mięsem czy rybą. Z Madagaskaru przywiozłam przepis na poprawne ugotowanie ryżu. Uwaga: ryż należy gotować dotąd aż  leciutko się przypali. Do garnka, do którego dna i ścianek przyklei się ryż, wlewa się wody i zagotowuje. Uzyskany w ten sposób ciemnobrązowy napar obowiązkowo podaje się do popicia. Nazywa się to ranonapango (lub ranaovola) i służy lepszemu trawieniu. Do sypkiego ryżu podaje się napar z  liści, może być też ze słodkich ziemniaków – romazava (lub rotsaka), aby zwilżyć ryż.

...

Jedzenie trzeba popić. Piwo zwane THB (czyli tree horses beer) uznawane jest za narodowe piwo Madagaskaru, jest najpopularniejszym piwem w tym kraju. Browar można zwiedzać (nie byłam) w Ansirabe (byłam). Ceny piwa zależą nie tylko od miejsca, gdzie się je kupuje, ale od tego, czy zamawia się zimne czy ciepłe! Różnica to 200 MGA, czyli ok.10 centów amerykańskich.

....

Kawa jest bardzo dobra i mocna, na wyspie jest uprawiana powszechnie na nizinach, są też liczne, domowe nieduże poletka; przed chatami zobaczyć można suszące się ziarna. O kawę jest łatwo, rano zamiast  przed „budką z piwem” Malagasze stoją przed „budką z kawą” z termosu, podawaną na śniadanie. Próbowałam w hotelach – jest mocna i aromatyczna. Kupiłam  paczkę do domu w supermarkecie  jako pożyteczną pamiątkę.

Jogurty firmowe sprzedają w sklepach a na ulicy zrobione w domu, spróbowałam w szpitalu w Ansirabe zrobione przez siostry, wiedziałam, że nie zaszkodzi a warto było poznać ich smak. Madagaskar był pierwszym krajem, który odwiedzałam, gdzie produkuje się i powszechnie sprzedaje sery: biały, twarde, pleśniowe. Zgodnie z sugestią  nie kupiłam na straganie targowym, ale w dużym sklepie, smakowały, jak przysłowiowe sery francuskie!

Aby nie było tak grzecznie, to będzie o piciu rumu. Malgasze piją (wg mnie dużo) mocne trunki, ale rum z wanilią jest niezły. Liczne sklepiki i restauracje sprzedają małe buteleczki tego trunku lub  nalewane do szklaneczki z dużej butelki, a w środku laska wanilii. Trzeba  bowiem pamiętać, że Madagaskar to kraj pachnący wanilią.

                           

 

Trochę historii i historyczne okolice stolicy – Tany

...

W odległości ok. 22 km od stolicy na wzgórzu Ambohimanga znajduje się kompleks budynków i grobowców królewskich, wpisany na listę zabytków UNESCO. Jest to dla Malgaszy święte miejsce i miejsce ich pielgrzymek. Pierwszy władca ludów Sakalawa (XVIII w.) miał na imię (no, muszę to napisać!) Andriantsimitoviaminandriana. W XIX w. inny władca -  Andrianampoinimerina (ojej!) dokonał zjednoczenia różnych politycznych ośrodków i  założył stolicę w Tanie. Syn jego, o imieniu Radama I - władca królestwa Merina, przyjął chrześcijaństwo, zniósł niewolnictwo, rozbudował oświatę. Nastąpił rozwój kraju, a lud Merina opanował prawie całą wyspę: podbił lud Betsileo i podporządkował państwo Sakalawa. Aktywnie działali europejscy misjonarze. Po śmierci Radama I rządy przejęła jego żona – Ravalona, której historia dała przydomek Okrutna: wygnała z Madagaskaru misjonarzy i prześladowała chrześcijan, zerwała  porozumienia z Europą. 

Nas Polaków interesuje też powiązanie Madagaskaru i Polski. Otóż w 1937 r. wyjechała na Madagaskar rządowa wyprawa, w której uczestniczył też znany pisarz Arkady Fiedler, autor wielu ksiażek o tej wyspie.

....

Antananarywa (Tana) – stolica

Dopiero trzeciego dnia po powrocie z Andasibe dotarłam do stolicy – Tana. Antananarywa, czyli Miasto Tysiąca (w domyśle „żołnierzy”) jest największym miastem, ośrodkiem gospodarczym i siedzibą prezydenta kraju (istnieje zakaz  fotografowania pałacu, ale mogę pokazać Wam, jak wygląda on na moim zdjęciu, pod warunkiem, że nie zdradzicie mnie, że pstryknęłam to zdjęcie!). Stolica leży na 12 wzniesieniach, na płaskowyżu  w centralnej części kraju. Na trasie turystycznej można zwiedzić  budowle historyczne, jak katedra protestancka, najstarsza szkoła kształcąca „Wielkich” Madagaskaru, miejsce egzekucji za czasów Okrutnej królowej, Pałac Sprawiedliwości i siedziba I Ministra - obecnie Muzeum (architekt Jean Laborde). Jean Laborde zaprojektował wiele budynków epoki kolonialnej, francuski architekt był zakochany w Madagaskarze, i chociaż nie mieszkał w stolicy, to w Tanie zostawił liczne piękne budowle, w tym  śliczny drewniany swój dworek, obecnie to siedziba sekcji kultury Ambasady Francji.

Koło Ratusza odbywały się koncerty, bo zbliżaliśmy się do daty 26 czerwca, kiedy obchodzone jest na Madagaskarze Święto Niepodległości, stąd próby na stadionie i przed Ratuszem Miejskim.

....

Obok katedry katolickiej pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia NMP jest mała kaplica poświęcona Błogosławionej Wiktorii, beatyfikowanej przez św. Jana Pawła II w 1989 r. Kaplica jest zawsze otwarta i pełna modlących się ludzi. Bardzo przydały mi się obrazki święte, które z wielką przyjemnością rozdawałam. Błogosławiona Wiktoria (XIX w.) chciała wstąpić do klasztoru, ale została wydana za mąż; nie miała łatwego życia z mężem, więc modliła się o jego nawrócenie. Modlitwa została wysłuchana, mąż przed śmiercią przyjął chrzest. Kiedy misjonarzy oskarżono o zdradę kraju, błogosławiona Wiktoria stanęła w ich obronie. Takie to Wiktoria miała życie.

..

Pałac królewski Rova stoi  na najwyższym (ok.1500 m n.p.m.) ze wzgórz Analamanga, obecnie po pożarze (w niewyjaśnionych okolicznościach) w 1995 r. został odrestaurowany, to muzeum. W przeddzień Święta Niepodległości Pan Prezydent uczestniczył w Pałacu Rova we Mszy Św. (jest protestantem), a więc nie mogłam zwiedzić muzeum w środku.

....

Aleja i Plac Niepodległości  jest pełna różnych ludzi, też żebraków, hoteli, biur, straganów,  ulicznych sprzedawców pamiątek i nie tylko; np. widziałam pana handlującego płynem-lekarstwem pomagającym na wszystko, zrobionym (?) ze skorpionów. Podziwiałam połykacza wężów i śpiewających za pieniądze. Zafascynowało mnie ręczne malowanie pasów na ulicy - tzw. zebr (potem jeszcze widziałam podobną scenkę na drodze narodowej  z Ansirabe do Tany, malowali pasy małym pędzelkiem!) Bardzo podobał mi się pomysł na czytanie gazet rozłożonych na ulicy i przyciśniętych kamieniami, aby nie sfrunęły. Ludzie czytali, taka uliczna prasówka! Mnie zaproponowano kupno Paris Match sprzed (tylko) trzech dni. Zaintrygowały mnie stoiska wyrabiania pieczątek o treści jakiej tylko potrzeba.

Z górnego miasta koło Rova są piękne widoki na stolicę i można odpocząć po wspinaczce, szczególnie gdy jest gorąco.

Tana ma dwa jeziora, w tym jedno sztuczne – Anosy, które widziane z góry ma kształt serca; pośrodku stoi pomnik poświęcony zamordowanym podczas I wojny światowej.

...

Po mieście można poruszać się prywatnymi taksówkami (obciach) lub taxi-be, czyli autobusami miejskimi (cena biletu 400 MGA). Najlepiej poznaje się miasto spacerując, chyba, że trzeba dojechać z bagażem z odległego dworca autobusów dalekobieżnych, zwanych taxi brousses, wielokrotnie przeze mnie wykorzystywanych jako środek transportu.

Drugie spotkanie z lemurami i nie tylko – Wyspa Lemurów

Bardzo mi się podobała tzw. Wyspa Lemurów  położona 25 km od  stolicy.

....

Toliara lub Tulear: Rezerwat Reniala i groby Sakalawa

.....

W restauracji po raz pierwszy spróbowałam mięsa zebu i, o dziwo, bardzo mi smakowało. Do stolika podszedł pan vazaha. Nazywał się Alain, był Francuzem, z zawodu architektem, mieszkającym na południu Madagaskaru. Francuska emerytura i zdrowie (miał 74 lata i wyglądał świetnie) pozwoliła mu założyć mały biznes transportowy, zatrudniał miejscowych, dawał im pracę i pieniądze. Miał młodą żonę Malgaszkę  i był szcześliwy. Powiedział, co myśli o  Europie, a w szczególności o Francji, ale nie zacytuję jego słów. A o Malgaszach: że są ubodzy (pauvres), ale nie nędzni, nie biedni duchem (misérables). Ja też to zauważyłam: wielu z nich nie widzi swojej nędzy przejawiającej się w stroju czy mieszkaniu, nie wstydzą się, cieszą się życiem i ciężko pracują, przestrzegając zasad fady.

...

Wieczorem  niebo pokryło się  kolorowymi fajerwerkami, był 25 czerwca. Nazajutrz w narodowe święto  na ustawionej trybunie miał się odbyć wiec i przemarsz. Z zabawy najbardziej były zadowolone dzieciaki, ale naprawdę ładnie to wyglądało.

Następnego dnia wynajęłam taxi, aby odwiedzić rezerwat  Reniala oddalony od miasta o ok. dwie godziny jazdy samochodem. Z uwagi na święto zabraliśmy idącego pieszo pana, nie kursowały taxi brousse. 

...

Przewodników po rezerwacie było dwóch: jeden opowiadał, a drugi szukał zwierząt. Nagrodziłam przewodników napiwkiem, bo się bardzo starali: spotkaliśmy skorpiony, wstrętne żuki i pająki, patyczaki, cudne jeżyki, czarną papugę, kameleony i jaszczurki, modliszki, pełno motyli i dziwne larwy motyli białych. Opowieściom o drzewach i krzewach nie było końca: przede wszystkim baobaby: bliźniaki, baobaby z piersiami kobiety, kochające się, rozwodowe, uśmiechające się. Czas najwyższy, aby opowiedzieć o baobabach, tych intrygujących drzewach – symbolu Madagaskaru. Jest ich osiem gatunków, z czego sześć rośnie tylko na Madagaskarze, inne można zobaczyć  w Australii i Afryce (widziałam w Zimbabwe!). Baobaby mają różne kształty i wielkość, osiągają nawet  40 m wysokości, a pień - 11 m średnicy, podobno najstarszy ma 2000 lat (ten w rezerwacie – 1200 lat), kwitną  jesienią na biało, czerwono lub żółto. Wydają jadalne owoce (niestety, nie w lipcu, na drzwach wisiały jedynie brązowe „z sierścią”, niedojrzałe kulki). Liście baobabu i nasiona też są jadalne. Obierki służą jako karma dla zwierząt. Pnie zbudowane są z miękkiego drewna zawierającego ogromną ilość wody (po nawierceniu dziurki – wycieka z niego woda). Słowem to bardzo pożyteczne drzewo: zapewnia pokarm, wodę, schronienie zwierząt i leki na różne dolegliwości. Mówią o nim, że rośnie do góry nogami. Legenda opowiada, że Pan Bóg stwarzając świat, stworzył i drzewa baobaby, które przechwalały się, że są najpiękniesze, więc Stwórca ukarał je i posadził korzeniami do góry. Tyle wytłumaczenie ich dziwnego wyglądu.

...

Morondava – z DJ Koreańczykiem, w rezerwacie Kirindi i Parku Tsingy, Aleja Baobabów

Pomiędzy Toliara a Moronadava nie da się łatwo przejechać, stąd konieczność lotu Air Mad. Zaskoczył mnie malutki samolocik na 12 osób, a była nas piątka pasażerów. Oprócz pary z Francji, leciał Korańczyk  zwany DJ, lat 39, ojciec małej dziewczynki, pracujący w telewizji koreańskiej, dużo podróżujący.

...

Kirindi.

 Z DJ po południu sami zorganizowaliśmy sobie spacer po lesie, odkrywając cudne ptaki: malgaskiego rajskiego łowcę (paradise fly catcher), king fisher i pigmeja kowalika -  ukrywające się w suchym lesie wśród baobabów i lian. Może to i lepiej, że nie spotkaliśmy drapieżnika - fossa. Najlepiej obserwować jest tu życie nocne, dlatego też zamówiliśmy „nocturne walking” z latarkami. Szkoda, że lemury siedziały tak wysoko i trudno było zrobić im zdjęcia. A spotkaliśmy aż cztery gatunki (spośród żyjących tu sześciu): olbrzymią mysz, red tailed sportive, fork marked koronowany i szarą mysz. Tak zanotowałam. A co za przeżycia! Tylko mały lemurek „szara mysz” siedział na wysokości mojego nosa i patrzył dużymi świecącymi ślipkami, a więc ma u mnie zdjęcie.

A potem była eskapada w kierunku Tsingy. Można tam dotrzeć samochodem z napędem na cztery koła prowadzonym przez dobrego kierowcę. Dla odważnych i mających dużo czasu – może to być lokalny transport w postaci ciężarówki. Nie polecam!

Tsingy de Beremaha, standardowa atrakcja Madagaskaru, to park narodowy i rezerwat położony w zachodniej części Madagaskaru na północ od Morondava. Obejmuje krasowe formy wapienne powstałe od milionów lat w postaci ostrych szczytów „tsingy”, kamiennych igieł i kolców sięgających do wysokości nawet 50 m i udających las. Wysokość gór – do 700 m n.p.m. Słowo „tsingy” pochodzi od głuchego dźwięku, jaki wydaje skała,  kiedy się w nią uderzy. Rzeka Manambolo tworzy urokliwy  kanion. W dolnej części skał natura wydrążyła jaskinie. Skały kryją grobowce, są to tereny grzebalne ludzi Sakalawa. Lasy, mangrowe zarośla i woda są siedliskiem rzadkich gatunków lemurów i ptaków, rosną też tu orchidee, ale kwitną, niestety, jesienią. W 1990 roku obszar został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.

...

Zafundowaliśmy sobie wyprawę  rzeką Manambolo tradycyjną dłubanką, wstąpiliśmy do jaskiń podziwiać „architekturę” stworzoną przez przyrodę. Dotarłam tylko do tzw. Małych Tsingy, ale i te wzbudzały we mnie strach, bo musiałam pamiętać o moim kręgosłupie i go chronić. DJ obiecał mi zdjęcia z Dużych Tsingy i słowa dotrzymał. Szkoda, że nie mogłam sobie pozwolić na tę wyprawę, ale do dziś uważam, że rozsądek przede wszystkim.

...

 drodze powrotnej przejeżdżaliśmy obok tzw. „zakochanych baobabów” splecionych w uścisku, ale  na tym nie koniec atrakcji. Końcówkę dnia spędziliśmy w tzw. Alei Baobabów. Kiedyś  był tu las, ale ludzie wycinają i wypalają (niestety) lasy, chcąc powiększyć tereny pod uprawy  i też  z uwagi na pożyteczne drewno. Powoduje to niszczenie przyrody i krzywdę dla zamieszkujących las zwierząt. Atrakcje Madagaskaru zmniejszają się i kółko się zamyka - mieszkańcy też tracą. Aleja Baobabów to wizytówka wyspy. Baobaby mają ok. 800 lat wysokość ok. 30 m., pnie są grube - tzw. butelkowe. Najpiękniej wyglądają o zachodzie słońca i przyciągają turystów. Trochę to przeszkadza. Ale  i tak widok  jest cudowny. W tle:  miejscowi w lambach, z koszami na głowie, i zebu. Malowanka. Obserwacja  zachodzącego słońca, odbicia drzew w wodzie, gry świateł..... Byłam tam dwa razy, drugi raz zaprosili mnie Grażyna z Krzysiem i  nie trzeba było mnie namawiać, to tylko 20 km od miasta Morondava.

Morondava to nadmorskie miasteczko w zachodniej części wyspy nad deltą rzeki i kanałem Mozambickim. Jego część turystyczna to aleja wzdłuż wody, z hotelami i restauracjami. Plaża niby ładna – przy hotelach, ale uwaga: bardzo zanieczyszczona i trzeba uważać, bo, niestety, służy miejscowym za toaletę!  Rybacy wypływają na połów i wracają w świetle zachodzącego słońca. Obserwowałam okolicę z pozycji malutkiej restauracji, przy stoliku nad wodą, a  na moim talerzu - jakaś lokalna, pyszna ryba. Ale klimaty! Najpierw mieszkałam w hotelu Trescicogne (35 tys. MGA za pokój) na samym końcu alei, potem przeniosłam się do miasta 10 minut od plaży, bo cena hotelu Sharon była o połowę mniejsza, a standard ten sam. Znajomi śmieli się, że mieszkam w hotelu Sharanton. Miałam pokój z łazienką z ciepłą wodą oraz  balkonem za 15 tys. MGA. Na dole restauracja, hotel zamieszkiwali Malgasze w delegacji, chętni do rozmowy, czyli dalszy ciąg poznawania kraju.

...

 

​​Miandrivazo i polska misja

Jeszcze  w Polsce umówiłam się z ks. Misjonarzem, że odwiedzę polską misję koło Miandrivazo. W Morondava najpierw zrobiłam rekonesans, która korporacja lokalnych autobusików, czyli taxi brousse, jest najbardziej solidna. 

....

W rezydencji Pani Wojewodziny czekała na naszą grupę (byli też „znajomi” z lotniska w Paryżu) Pani domu, jej prześliczne bliźniaczki lat 19 i nakryty stół. Na biurku - zdjęcie gospodyni w mundurze. Rozmowa toczyła się po francusku, ale też i po angielsku. Były przystawki i trzy dania regionalne: ryba, zebu i coś tam jeszcze. Na deser – owoce. Do picia - zimne piwo, było bardzo gorąco. Przyjęcie było dla mnie nowym przeżyciem i odkrywało kraj z zupełnie innej strony.

Dzięki Księdzu, który zabrał nas samochodem  w kierunku Tany, dowiedziałam się ciekawych rzeczy.

...

 

Ansirabe i  famadihana

Ansirabe jest trzecim co do wielkości miastem na Madagaskarze i liczy około 200 tysięcy mieszkańców. Jest położone na płaskowyżu na południe  od stolicy.  Jego nazwę tłumaczy się:  „gdzie jest sól”. Dom kąpielowy, zwany Ranovisy, z 1917 r. został wybudowany  jeszcze przez norweskich  misjonarzy, którzy założyli to miasto, a w XIX w. Francuzi kontynuowali prace, budując łaźnie termalne, stąd też określenie  „Madagaskarskie Vichy”.

...

 

Jest w Ansirabe taki hotel dla plecakowiczów o nazwie „U Billego”, gdzie spotykają się właściciele pousse-pousse i inni dobrze poinformowani. Musiałam tam pójść, bo chciałam się dowiedzieć gdzie i kiedy mogę uczestniczyć w uroczystościach famadihany. Najlepszym specjalistą od famadihany jest Michel – facet już nie taki młodziutki. Spotkałam go na tej ceremonii, nie zrobił na mnie dobrego wrażenia, bo  popłynął wraz  z rumem....Ale po kolei, bo należy się wyjaśnienie.

Famadihana jest to obrządek pogrzebowy ludów Merina i Betsileo, którzy są chrześcijanami. Praktykowany teraz jedynie na wsiach. Ma na celu złożenie hołdu i okazanie szacunku zmarłemu członkowi rodziny z prośbą o błogosławieństwo dla zmarłego. W języku malgaskim słowo to oznacza: „obracać”. A naprawdę, to taki festiwal wioskowo-rodzinny. Najpierw szamanka wyznacza termin uroczystości: co 5, czasem co 7 lat, ale nigdy co 6 lat (bo to fady), uroczystości mogą odbywać się w każdy dzień tygodnia, ale nie wtorek i czwartek (też fady). Rodzina musi się przygotować, czyli zgłosić ten fakt w urzędzie lokalnym - „sołtysowi’ (?) i wnieść stosowną opłatę. Przedstawiciel władzy, obecny na uroczystości, czuwa nad porządkiem i stosowaniem tradycyjnych zasad, też - przestrzeganiem fady. Potem rodzina zmarłego szykuje przyjęcie i poczęstunek  z ryżu i mięsa. Danie takie nazywa się vary de menaka. Mięso i tłuszcz zebu zastąpiony jest często mięsem wieprzowym, bo świnki są  dużo tańsze. W określonym dniu rodzina zmarłego zaprasza gości, którzy wnoszą opłatę – datki (sao drazana), co jest bardzo skrupulatnie zapisywane. Widziałam specjalny stół, a przy nim notujących na kartkach papieru „księgowych”. Wokół powstają stragany, gdzie można dodatkowo kupić rum, piwo, wodę, domowe placuszki, banany – słowem okolicznościowy bazar. Jest też orkiestra (czasem specjalnie wynajęta i opłacona) i muzyka. Po poczęstunku i tańcach przy domu, o danej godzinie wszyscy udają się do grobowca, który jest otwierany, a ciało zmarłego owinięte lambą (lambami) uroczyście wynoszone. Gdy po raz pierwszy uczestniczyłam w uroczystościach, dół do ziemno-kamiennego grobowca kopano prawie godzinę. Po otwarciu grobowca rozległ się hymn, przedstawiciel władzy miał „spicz”, głowa rodziny też wygłosiła przemówienie, dziękując zgromadzonym, w imieniu zmarłego, za przybycie. Wszystko było zakrapiane rumem, wśród dźwięków muzyki, wokół najpierw domu, a potem grobowca, uczestnicy ceremonii tańczyli. Okazało się, że zmarli w grobowcach są chowani wg hierarchii: najstarsi i najważniejsi od wschodu z głową na północ. Przed ich wyjęciem z grobowca, a w zasadzie przed wyjęciem „mumii”, był  taniec z matami, które służą do położenia zmarłego. Zmarły (mumia) owinięta była lambą (lambami). Kiedyś podobno lamby były szyte z prawdziwego jedwabiu, teraz z bawełny lub jedwabiu sztucznego. Myślałam, że kolor lamby ma znaczenie, ale podobno to nie jest fady. To rodzina decyduje, jaki materiał kupić. Całe szczęście, że ciała nie są odwijane, tylko nowa lamba jest nakładana na starą. Namówiono mnie na wejście do grobowca (ale to brzmi!), przecież to okazja i mogę zobaczyć „archtekurę”. Wskoczyłam do dołu i zajrzałam do środka - były tam „katakumby”: półki z rzeźbionych ozdobnie (w różne esy floresy, kwiatki?) kamieni. Wejść do dołu o głębości prawie mojego wzrostu było łatwo, ale wyjść? Powiedziałam przewodnikowi, żartując: „do zobaczenia za 5 lat”; wyciągnęło mnie dwóch  ciągnąc za pachy do góry.

...

Było tak dużo gości, że pomimo wielkiej ilości stołów i ławek konsumujący uczestnicy musieli się zmieniać ustępując miejsca przy stole innym, nikomu jedzenia nie wydzielano. Ja, po zobaczeniu garnków z  zupą mięsno-jarzynową,  skromnie poprosiłam o sam ryż. Czułam się wspaniale. Przebywając z rodziną od rana zaprzyjaźniłam się, wszyscy byli bardzo życzliwi, a dzieci za mną ciągle biegały. Przedstawiono mi seniorkę rodu – 108-letnią (?) panią.  Zapraszano mnie do tańca. Stefan ciągle za mną biegał pytając, czy wszystko jest w porządku. Wyróżniał się z tłumu, dzięki swej kamizelce.  Na otwarcie grobowca – przed 14:00 przybyli inni vazaha ze swymi przewodnikami, to była bardzo duża uroczystość. Co za doświadczenie!

...

 

Ze znajomymi pojechaliśmy odwiedzić coś, co ja nazywam wioską rzemieślniczo-artystyczną. To parę kilometrów od centrum Ansirabe. Warto odwiedzić to miejsce i zobaczyć panie, jak tkają i haftują. Jest też produkcja wyrobów z rogów zebu: róg się podgrzewa (ale zapach!), aby oddzielić część miękką, jaka jest w środku (a mało kto wie, że tam coś jest w środku, potem się to wykorzystuje  np. na paszę, nawozy), część twarda podlega szlifowaniu i polerowaniu, a potem powstaje biżuteria, łyżeczki, inne rękodzieła. Ale przede wszystkim zafascynowała mnie  praca artystyczna pana Rajamason, który jest twórcą małych dzieł sztuki w miniaturze: rowerów, pousse-pousse, ciężarówek i innych cudeniek z niczego: puszek, kapsli, drutu, rurek od kroplówek i innych zużytych, pozornie niepotrzebnych rzeczy. Kupiłam sobie rower na Madagaskarze (jak to brzmi!), jest zaopatrzony we wszystko co potrzeba: ma ręczny hamulec, szprychy i koła z puszki, a dętki z kroplówki! Na Madagaskarze wszystko podlega przeróbce, nic się nie marnuje. Też dlatego, że nowe materiały kosztują, a przemysł prawie nie istnieje. Butelki po wodzie są sprzedawane (uprzednio skrupulatnie myte), sprzedaje się w nich np. smaczny miód (przywiozłam). Swoje butelki oddawałam  dzieciakom, a one już wiedziały, jak je  wykorzystać. Taki recykling.

 

....

 

Na literę A ciąg dalszy: Ambostra, Ambalavao, Amdolampy. Fianar (na literę „F”)

Zwiedzanie południowej trasy rozpoczęłam od Ansirabe. Stąd udałam się taxi-brousse do Ambostra. Trasa niedługa, ale pełna wiraży. „Konduktor” miał przygotowane małe torebki  dla osób (szczególnie dzieci), które nie dawały rady i cierpiały na chorobę morską (drogową). Z listem polecającym z hotelu Sofitel w Ansirabe łatwo znalazłam hotel Prestige. Co za apartament ten pokój nr 104!

....

Potem pojechałam do Fianarantsoa starego królewskiego miasta, w skrócie: Fianar, czwartego co do wielkości  w kraju. Nazwa miasta oznacza  „dobre wykształcenie", bo miasto  jest centrum kulturalnym, intelektualnym i religijnym wyspy z uwagi na liczne instytucje akademickie i renomowane szkoły. Tak naprawdę, nie jest to metropolia. Anatirova (górne miasto) w Fianar jest starym historycznym miastem położonym na wzgórzu, stąd można podziwiać piękną panoramę dolnego miasta. Fianar zostało umieszczone w 2008 r. na liście stu najbardziej zagrożonych miejsc na świecie, ponieważ wiele budynków na starym mieście jest w ruinie i potrzebuje remontu. Znalazłam hotelik Arinofy, niedaleko dworca autobusowego – jak zwykle właściciel obniżył mi cenę, a lokalizacja hotelu sprawiła, że nie musiałam z plecakiem daleko chodzić.

...

Słyszałam wiele o miasteczku Ambalavayo, więc zostawiłam niepotrzebne rzeczy w hotelu w Fianar i  pojechałam. Jakie to cudo: domy z filigranowo rzeźbionymi balkonami, ulice wesołe, bo pełne ludzi i ich kolorowych lamb, panowie z kijami udającymi laski i uśmiech na twarzy. To moje ulubione miejsce na Madagaskarze! W dodatku hotel Tropik był najtańszy i najpiękniejszy ze wszystkich trzech, które wchodziły w rachubę. Do tego stopnia, że aż zrobiłam zdjęcie łazienki – nowoczesność armatury  i dekoracje wprawiły mnie w zdumienie. Tego dnia była środa, a więc za miasteczkiem odbywał się największy na Madagaskarze targ zebu. Zebu to taka garbata krowa, istotny towarzysz życia Malgasza. Garb to tłuszcz, dzięki któremu zwierzę może łatwiej przetrwać okres suszy. Zebu służy do wszystkiego: jako środek transportu, do pracy na roli,  mięso jego jest bardzo smaczne, a mleko (samica może w ciągu dnia dać nawet pięć litrów mleka) jest też produktem do wyrobu popularnego jogurtu i serów. Zwierzęta te, dzięki takim cechom, jak odporność na choroby i umiejętność pokonywania dziennie bardzo długich dystansów, są dla ludzi bardzo pożyteczne. Podróżując po Madagaskarze, spotykałam zebu cały czas w różnych rolach, zaś jego mięso spróbowałam raz (w Toliara) i bardzo mi smakowało. Posiadanie zebu w swoim gospodarstwie jest jednak symbolem zamożności, stąd np. na famadihanie podano wieprzowinę. Dowiedziałam się, że zebu kosztuje ok. 900 tys. MGA (ok. 275 euro), co jest kwotą bardzo wysoką, a świnia tylko  300 tys. MGA. Targ zebu w Ambalavayo przypomniał mi klimaty południa Etiopii. Musiałam jednak uważać, aby rozsierdzone zebu mnie nie stratowały, chociaż właściciele usiłowali je okiełznać,  często jednak byli zajęci pogawędką: fajny to widok panów owiniętych kolorowymi lambami i podpierających się kijkami.

W Ambalavao koło hotelu Bouganville jest prywatna wytwórnia Antaimoro, papieru czerpanego. Taką samą można zwiedzić i w Fianar. Surowcem  jest kora krzewu avoha. Pierwszy etap produkcji polega na  gotowaniu  przez 3-4 godziny, zwykle w nocy. Następnie, po płukaniu i sortowaniu, panie ubijają włókna aż powstaje pulpa. Dzieli się ją na porcje, z których potem powstają arkusze, zeszyty, pocztówki ozdobne z żywymi kwiatkami. W mieście odwiedziłam też  prywatną wytwórnię wyrobów z jedwabiu, też tego dzikiego.

Ambalavao, jako jedyne miejsce na całej wyspie, ma swoje miejskie taxi: żółte, śmieszne, ale praktyczne moto-taxi. Ja chodziłam po całym miasteczku  piechotą.

...

 

Spiesząc się na spotkanie ze znajomymi w Ansirabe,  wsiadłam w Fianar do lokalnego taxi- się brousse. I znowu „punktualność” mnie zdumiała: a było tak. Na dworcu autobusowym są tzw. naganiacze. Wyławiają chętnych  do podróży i kierują do upatrzonego stanowiska, za co mają swoją „dolę”, więc są dość nachalni. Wybrałam firmę przewozową Kofiaf, która wmawiała mi, że jest punktualna. „Pan z okienka” oznajmił stanowczo: „my odjeżdżamy punktualnie o 7:15.” Na co ja wskazałam na zegarek, który wskazywał  godzinę 7:31. On się szybko  poprawił: „no, o 7,30!” ignorując   jedną minutę opóźnienia. Odjechaliśmy i tak o 8:30, czyli, jak na warunki  malgaskie - punktualnie. Zawsze kierowcy, konduktorzy (zbieracze pieniędzy lub biletów), a także wszyscy podróżni,  byli bardzo zaitrygowani moją osobą i nigdy mi się podróż nie dłużyła. W trakcie długich – parogodzinnych przejazdów zawsze jest przerwa na posiłek i wtedy autobusik staje przed barem. Byłam zapraszana przez obsługę busu do stolika. Wypytywali, skąd jestem  i jak to jest w tej Polsce. A zdarzało się i tak, że potem na ulicy wołano do mnie nie vazaha, ale Madame Polonaise!

...

​Muszę napisać o swoich spotkaniach z prostymi ludźmi, którzy czasem znali język francuski. Zaczepiając mnie, od razu zgadywali: Jesteś Francuzką? Dialog na ogół wyglądał tak: ja: nie, jestem Polką. Aha, to w Polsce mówi się po francusku? Nie, po polsku To taki język istnieje? A gdzie jest Polska? Ja: w Europie pomiędzy Niemcami a Rosją. Aha, czy to tam, gdzie jest Francja?

Język angielski „opanowany” na lekcjach bywa często na poziomie: „jak masz na imię....”. A przewodnicy ze znajomością języka angielskiego są drożsi, od tych, którzy znają tylko francuski.

...

Ambatolampy to mój ostatni przystanek w drodze do Tany. Spędziłam tu dwa deszczowe dni. Hotele były dwa, w tym „Le Relax des Pecheurs” – „odpoczynek rybaków” (?) Ceny pokojów nienegocjowalne.  Miasto słynie z fabryki aluminium. Na Madagaskarze nie używa się rąk do jedzenia, tylko je się za pomocą widelca i łyżki aluminiowej. Z aluminium wyrabiane są też garnki i...baobaby, pamiątki wszelkiego rodzaju. Leniwie płynął czas, odwiedziłam szkołę i internat Ave Maria, Mały  i Duży Bazar,  poobserwowałam, jak grają na ulicy w bule (znam grę z Francji). Ale  tutaj też również zobaczyłam walkę kogutów. Spokojnie, nie było krwawo. Koguty dziobały się wzajemnie. Jeden się poddał i padł. Ale potem zaraz dostał animuszu i podskubywał przeciwnika. Wszystko  wśród śmiechów właścieieli kogutów. Ponieważ oprócz odwiedzania bazarów, bardzo lubię chodzić na cmentarze, wdrapałam się na wzgórze i podziwiałam grobowce plemienia Merina. Chociaż różniły się od tych Sakalawa, to łączyło je jedno: imponująca budowla, większa od własnego domu. Ostatniego dnia zamówiłam  pousse - pousse na dworzec autobusowy za jedyne 1000 MGA. Prowadzący, biegnący co sił w bosych nogach chłopak, przykrył mnie i moje bagaże celofanem, bo mżyło. To dopiero dbałość o klienta i komfort jazdy!

...

 Ostatnie bazarowe zakupy w stolicy: wanilia, kawusia, przyprawy, koszulka (swoich się skutecznie pozbyłam). Nie byłabym sobą, gdybym nie zafundowała sobie lokalnego masażu; był mocny, ale dawał ulgę moim plecom. Nosząc plecak, zasłużyły na przyjemność. Ja też byłam zadowolona. Autobus Navette to dobry pomysł na dotarcie na lotnisko: tanio i wygodnie - odbierają klientów z hotelu. Szkoda, że to już koniec. Miesiąc  szybko minął.  Veloma (do widzenia) i misaotra (dziękuję)  mieszkańcom Mada! 

 

 

O wyprawie 2018 r.  - zupełnie innej -

poczytajcie dalej (tekst za zdjęciami); zobaczcie zdjęcia oraz nowe filmy....

 

 

 

 

 

najważniesza jest przyroda: baobaby, lemury, ale nie tylko

filmiki

Park Ankarafantsika

2018

Bazary ...

Lokalny transport, pousse - pousse i zebu oraz prom, mały samolot też

filmiki

Grobowce i cmentarze

ceremonie famadihany

2014

filmiki

2018

famadihana

Kościoły i misja w Miandrivazo 2014

Miandrivazo- misja i okolice 2018

Miasta i miasteczka, wsie                   2014