Indonezja - 2009r.

 

 

Indonezja jest wielka i nie sposób ją zwiedzić w krótkim czasie, szczególnie, że jest szalenie różnorodna. Ja wybrałam cztery spośród ponad 18 tysięcy wysp Indonezji, która większości osób kojarzy się z rozreklamowaną wyspą Bali. Świadomie ją pominęłam a zwiedziłam: Dżakartę na Jawie, Dolinę Baliem na Nowej Gwinei, rejon zamieszkiwany przez Dayaków na Borneo i ziemię Tana Toraja na Celebesie. Wybrałam Indonezję, ponieważ wyprawa do Papui Nowej Gwinei tak mnie zauroczyła, że pragnęłam poznać „indonezyjskich” Papuasów i przy okazji odwiedzić inne wyspy.

...

 

Papuasi po raz drugi

Na wyspie Nowej Gwinei zestarzałam się o 7 godzin (to różnica w czasie). Już w Sentani załatwiłam zezwolenie na pobyt w Papua. Oprócz wizy indonezyjskiej jest ono niezbędne, aby poruszać się po Papua. W każdym hotelu jest sprawdzane, a na mijanych posterunkach policji – stemplowane. 

 

...

Skorpio jest jedynym na świecie Papuasem, który wraz z żoną, Yulianą odwiedził w 2009 r. Polskę. Ale to już odrębna, zresztą ciekawa i zdumiewająca, historia. Wtedy widzieliśmy się w Warszawie i umówiliśmy w Wamenie. Skorpio był, jak się okazało, czujny.

W Wamenie na lotnisku oczekiwał mnie w czapce z napisem „Tyskie” i koszulce z napisem „Warka”.

...

 

Z Amiusem i jego żoną spędziłam pełne trzy dni na górskich wędrówkach, nocując w „wioskowych” chatach. Jedzenie przyrządzali mi na ognisku, a na posiłki przychodzili zaprzyjaźnieni ludzie z okolic. Widoki przepiękne. Ale nie ukrywam – było ciężko: słońce operowało mocno, góry miejscami były dość strome, śliskie kamienie i błotko utrudniały marsz. Bose stopy Amiusa jednak sprytnie chwytały ziemię, skały i kamienie. Przeżyłam burzę z ulewą, trzeba było też przełazić przez płoty mijanych wiosek, bo furtek nie było. Dobrze, że jedynym moim obciążeniem był aparat fotograficzny. Za to Amius i jego ciężarna żona nieśli wszystko, łącznie z kupioną żywnością, garnkami, kocami itp. Dźwigała głównie ona, bo Amius czasem musiał mi pomagać. Zdarzało się, że brał nawet mój aparat fotograficzny ze słowami „camera sleeping”. A pani Amiusowa po drodze robiła na autentycznych drutach torbę „na wszystko”, informując, że przecież wolno idziemy, to nie będzie marnować czasu.

 Amiusa można było wyczuć na odległość – czasem tylko mył się w zimnym potoku. Ja też miałam trudności z toaletą.

...

 

Ciekawostki z salonów mody

Egzotyką Doliny Baliem są mężczyźni „ubrani” w koteki, czyli tykwę nakładaną na najcenniejszą część męskiego ciała w celu jej ochrony. Długość tykwy i jej kierunek jest informacją, kim jest dany pan. Pod tykwą można mieć schowek, w którym przechowuje się np. papierosy. Nikogo z tubylców taki widok nie dziwi, jednak w oczach turysty śmiesznie wygląda człowiek, który oprócz nasadzonej tykwy nosi cywilizowaną, mocno brudną koszulkę lub krawacik w celu odpędzania owadów.

 

Wędzeni przodkowie

Obowiązkowo trzeba też zobaczyć mumie. Kiedyś zwłoki wędzono i ważna zmarła osoba przebywała w chacie z innymi żyjącymi członkami rodziny. Obecnie rząd zabronił tego rytuału, ale mumie jeszcze się ostały – widziałam takiego zmarłego mającego teraz ponoć 280 lat. Nie wiem, jak oni to policzyli, bo wszyscy na pytanie, ile mają lat, odpowiadają, po chwili namysłu, że nie wiedzą.

 

Borneański luz-blues

Po górskich przeżyciach wśród Papuasów wylądowałam na innej wyspie – Borneo, zwanej również Kalimantan.

 ...

Na Borneo spędziłam parę dni, pływając łódką po największej rzece Sungai Mahakam i oglądając wioski na wodzie zamieszkane przez ludzi zwanych Dayak. Odpoczywałam i rozkoszowałam się pięknymi widokami: gąszczem lasu deszczowego, dziwacznymi konarami drzew, różnobarwnymi motylami, skaczącymi małpkami, kolorowymi ptakami. Taki luz-blues: podpatrywanie cudów przyrody. Mieszkańcy mijanych wiosek przyjaźnie mnie pozdrawiali. Domy na rzece były różne: od eleganckich do ruder, ale i te ostatnie miały anteny satelitarne.  

O poziomie życia w tej okolicy decyduje rzeka i to co daje ludziom.

...

 

Rytuały Tana Toraja na Celebesie

Ostatnią wyspą, którą odwiedziłam, był Celebes (Sulawesi). Tutaj zwabiła mnie ziemia Tana Toraja, która słynie z ceremonii pogrzebowych, składających się z określonych rytuałów. Ponieważ zorganizowanie pogrzebu kosztuje sporo pieniędzy, może się on odbyć i parę lat po śmierci. Do czasu pogrzebu zmarły uważany jest za chorego, przynosi się mu do pomieszczenia, w którym przebywa w domu, jedzenie, picie czy papierosy. Zwłoki balsamuje się. Potem wkłada do trumny, którą ustawia się w domu na widoku. Pogrzeb może trwać do siedmiu dni i przebiega według ściśle ustalonego programu: procesja, walka byków, zabijanie byków, zabijanie i pieczenie świń, zabawa – tańce, śpiewy, bynajmniej nie smutne, wszystko odbywa się na wesoło, bo motto brzmi „dopiero po śmierci żyje się dostatnio”, więc nie ma powodu do smutku. Uroczystości te przyciągają turystów – w Tana Toraja spotkałam ich kilkunastu.

 

Niezwykłe ceremonie

Z miasteczka Rantepao w centrum wyspy należy udać się do wioski, gdzie rodzina i setki gości celebrują obrządki pogrzebowe. Taką informację przekazuje przewodnik, a każdy hotel ma swojego pilota.  „Mój” Nicola woził mnie motorem, co było najlepszym rozwiązaniem. On wiedział, gdzie coś się dzieje i dzięki niemu byłam uczestniczką trzech pogrzebów, a na każdym była inna atrakcja. Dostałam też wydrukowane zaproszenie z programem jednej z ceremonii pogrzebowych.

...

Kolorowo ubrane, piękne kobiety i dziwnie udekorowani panowie tańczyli, grali, słowem stypa na całego. Był też obfity i różnorodny poczęstunek. Zjedzenia świni odmówiłam, bo po obejrzeniu całej akcji jej zabijania, patroszenia i opiekania – odechciało mi się jeść.

W Tana Toraja dla gości większych pogrzebów buduje się specjalne domy, które po zakończeniu ceremonii się burzy.

Zabudowania w tych okolicach są bardzo charakterystyczne, kolorowe. Domy mają dachy o specyficznych kształtach, przypominających łódkę lub też rogi, a ściany ozdobione są np. łbami byków. Malowidła elewacji przedstawiają sceny z życia wzięte, np. walkę kogutów czy zbiory ryżu. Po ilości dekoracji w postaci rogów czy czaszek ocenia się znaczenie rodziny.

 

Jaskinie skalne i drzewa, jakich nie znamy

Ciało w trumnie pochowane jest w otworach skalnych lub jaskiniach. Udało mi się pojechać na motocyklową wycieczkę po wsiach, połączoną z oglądaniem takich cmentarzy. Ciekawostką jest to, że nisze skalne są wypełnione kukłami (tau-tau) – postaciami zmarłych, ponoć przypominają ich z wyglądu. Prawo do wystawiania lalek mają te rodziny, które zabiły minimum 24 byki na pogrzebach swych bliskich. W Suaya są analogiczne grobowce, ale królewskie. Tau-tau króla wyciąga jedną rękę witając odwiedzającego, a drugą w geście jego błogosławienia. Ludzie Tana Toraja do dzisiaj mają swego króla.

Niemowlęta, zanim wyjdą im ząbki, chowane są w pniach pewnego rodzaju drzew. Miejsca pochówku wyglądają jak dziuple. Z biegiem czasu dziuple zarastają. Ludzie wierzą, że dziecko po śmierci rośnie razem z drzewem. To pięknie pomyślane.

To już koniec

 

od Jakarty do Nowej Gwinei

Borneo

Celebes i Tana Toraja

a oto filmiki:

ceremonie pogrzebowe

na Celebesie

Borneo -u Dayaków