Wyspy Zielonego Przylądka - 2010r.

więcej

Pomysł na wakacje

Inspiracją był telewizyjny program Wojciecha Cejrowskiego o karnawale na Wyspach Zielonego Przylądka.

Wyspy Capo Verde to na mapie dziesięć małych plamek na Atlantyku na zachód od Afryki. W XV w. opanowali je Portugalczycy, a od 1975 r. są niepodległym państwem – Republiką Zielonego Przylądka. Kraj zamieszkuje około 450 000 tysięcy ludzi, których zwą Kreolami. Wyspy mają pochodzenie wulkaniczne, więc zieleni jest niewiele.

Nie zraziło mnie zdziwienie znajomych, którzy twierdzili, że przecież tam nie ma nic ciekawego. Popularna turystycznie wyspa Sal to ponoć drogie hotele i piękne plaże. Z buszowania po Internecie dowiedziałam się, że wyspa Fogo to czynny wulkan, wyspa Santo Antao jest najbardziej zielona, a największy karnawał odbywa się w Mindelo na wyspie Sao Vicente, znanej również z tego, że mieszka tam znana pieśniarka Cesaria Evora.

...

 

Santiago – bazary i grog

 

Przygodę z Wyspami Zielonego Przylądka rozpoczęłam od ich stolicy Praja, która leży na wyspie Santiago. Przekonałam się, że miasto nie jest warte większej uwagi. Najciekawszy był dla mnie czterogodzinny spacer po największym bazarze, gdzie życie kwitło i było tam wszystko: można kupić, sprzedać, zjeść, zrobić fryzurę i oczywiście pogadać…

Już mówiłam, że kocham bazary!

Na wyspie Santiago zupełnym przypadkiem pierwszego dnia pobytu trafiłam na największe święto Miasta i jednocześnie święto kościelne w miejscowości Cidade Velha. To XV-wieczne, pierwsze portugalskie osiedle na Capo, ale ciągle żywe miasto z licznymi, częściowo odrestaurowanymi, zabytkami, z urokliwymi uliczkami, jak np. ulica Bananowa, położone jest nad Atlantykiem i oddalone o około 30-45 minut jazdy od stolicy. Niesamowite wrażenie robią ruiny dawnych zabudowań i malownicze, tradycyjne domy, a przede wszystkim życzliwi ludzie.

...

Prawie jak na księżycu

Fogo to wysepka „Ognia” z uroczym postkolonialnym miastem Sao Filipe: kolorowe domy nadgryzione zębem czasu i czarne plaże, niezwykłe kwiaty, palmy, szum oceanu nastrajają bardzo optymistycznie. 

O nocleg nietrudno, a i zjeść można świeże ryby prosto z Atlantyku. Najpopularniejsze są różnej maści tuńczyki, ten o nazwie garoupa jest tani i pyszny. Ciekawe, że kelnerzy zadają pytanie, czy podać z frytkami, czy z warzywami, a przy wyborze warzyw zawsze przynosili… z gotowanymi ziemniakami. 

Celem moim było jednak Cha das Caldeiras, czyli wnętrze krateru wulkanu z zamieszkałą osadą, hotelem, sklepem i barami, jest tam nawet centrum informacji turystycznej, chociaż nieczynne.  To miejsce należy do standardów turystyki na Capo Verde.

...

 

 

 

Codzienność na Santo Antao

Wizyta na Santo Antao była szczególna. Miałam „dogadany” pobyt z Blaisem, właścicielem hotelu Por de Sol Arte w miejscowości Ponta do Sol. Blaise jest Francuzem, ale mówi po polsku, bo kiedyś mieszkał w Warszawie. W związku z tym w moim plecaku miałam: kaszę gryczaną, chrzan, pumpernikiel i inne polskie specjały. 

Z powodu zbyt dużych wiatrów na wyspę nie latają już samoloty, dlatego dostałam się na nią w inny sposób. Łajba Ribeira Paul, którą płynęłam, huśtała niesamowicie. Marynarze rozdawali plastikowe torebki z napisem „miłej podróży” – niemal wszyscy z nich korzystali. Atlantyk się wściekł, ale widoki były niesamowite.

W porcie od razu zauważyłam transparent z napisem GRAZYNA. To był Filip, wysłannik hotelu, który miał mnie zabrać z portu w Porto Novo do hotelu w Ponta do Sol. Jechaliśmy, na moje życzenie, starą górską drogą, prawie trzy godziny, a ja tylko pstrykałam zdjęcia, uwieczniając malownicze wąwozy tonące w chmurach i strome przepaście, także tradycyjne chaty i kwitnące agawy. 

...

Pożegnanie hotelu Por de Sol Arte było wzruszające - przy kolacji z udziałem zespołu muzycznego, w tym pracowników hotelu, grającego i śpiewającego melodyjne piosenki. Wtedy poznałam Jacqueline - samotnie podróżującą Francuzkę, z którą umówiłam się w Mindelo na spotkanie karnawałowe. 

...

Ostatnie dwa dni na wyspie Santo Antao spędziłam w górach na dalekiej północy w Norte. Blaise zaproponował mi nietypowe wakacje z dala od cywilizacji. W Casa Luciano i Isabel (i nigdzie indziej) nie było światła ani wody, za to byli bardzo życzliwi ludzie, z którymi rozmowa możliwa była tylko na migi. Luciano leży już na pobliskim cmentarzu, a Izabela – silna kobieta, mająca siedmioro dorosłych dzieci i liczne wnuki, musiała sobie dawać radę. „All inclusive” w rozumieniu ustaleń z Fidelem – właścicielem pokoiku, a zarazem synem Izabeli, to trzy posiłki (na talerzu upieczone, a wcześniej chodzące wokoło, kury, pływające w oceanie i potem ususzone ryby, tradycyjna catchuba, czyli mix kukurydzy i fasoli) oraz łazienka z prysznicem w postaci konewki napełnionej lodowatą wodą. Woda jest tutaj towarem deficytowym. Transportuje się ją w kanistrach, głównie przy pomocy osiołków z dalekiej studni głębinowej. Ale za to jest telefon publiczny przed domem do użytku dla wszystkich.

Dojazd do osady to dwie godziny jazdy po górskich serpentynach, dla mnie w nerwach, czy nie spadniemy w przepaść, ale nikt z pasażerów się nie bał. Filip jeździł, jako transport colectivo i wiózł ludzi z Porto Novo do ich wiosek w górach, wtedy był piątek, ludzie wracali na weekend do siebie.

...

 

Samba Tropicale w Mindelo

 

Do Mindelo na wyspie Sao Vicente dotarłam statkiem z Porto Novo na Santo Antao w poniedziałek przed ostatkami. Wszędzie pachniało karnawałem. Ulice pełne były kolorowo przebranych ludzi. Zewsząd docierały rytmy samby. Na dziewiątą wieczór szykowano największą imprezę, zwaną Samba Tropicale.

...

 

I wreszcie godzina 21, karnawałowe, kolorowe szaleństwo było filmowane przez państwową telewizję i obserwowane przez państwowych VIP-ów. Była żona Prezydenta i Minister Kultury oraz… ja, z tym, że wszyscy Ważni siedzieli w przygotowanej na ulicy loży, a ja obok nich stałam. Przy mnie ekipa telewizyjna. Najlepsza pozycja do obserwacji parady. Następnego dnia spotkałam pewne Osoby w samolocie do stolicy, lecieliśmy razem, i o dziwo ukłoniliśmy się sobie.

 

...

 

W Mindelo miałam dodatkowe przeżycie. Zupełnie niespodziewanie zostałam gościem w domu Cesarii Evory, pieśniarki, zwanej cesarzową Wysp Zielonego Przylądka. Wszyscy pytali  mnie, jak to się stało, że byłam u niej z wizytą. Sama nie wiem. Przypadkowo spotkana na ulicy osoba pokazała mi jej dom, zawołała w stronę otwartych drzwi, wtedy wyszedł jakiś pan i zapytał mnie, czego sobie życzę. Odpowiedziałam, że nic, ale jestem turystką z Polski i chciałam po prostu zobaczyć, jak mieszka słynna Cesaria. Wtedy Pan znikł za drzwiami i w sekundę później wyszedł, zapraszając mnie do środka.

...

Nazajutrz była już środa popielcowa, a ja wracałam do Praja bogatsza o nowe doświadczenia i przeżycia, aby za dwa dni dotrzeć do wciąż zimowej Warszawy.

Koniecznie pamiętajcie, że Capo Verde to nie tylko reklamowana wyspa Sal.

 

e

Show More

Mindelo, p. Cesaria  i karnawał

A oto filmiki z ulic Mindelo w czasie

imprezy Samba Tropicale i sympatyczny zespół hotelowy śpiewający i grający na wyspie św. Antoniego.

Posłuchajcie i popatrzcie.