o mnie...

Najpierw się przedstawię:

mam na imię Grażyna, rocznik 1951, jestem rodowitą warszawianką, z wykształcenia - inżynier.  Zawsze lubiłam poznawanie świata: najpierw wakacje w Bułgarii czy na Węgrzech z Rodzicami, potem na studiach z biurem podróży Almatur (udało mi się zwiedzić dawny Związek Radziecki: Ukrainę, Gruzję, republiki za Uralem, jak np. Tadżykistan, Uzbekistan; wtedy to było takie proste i taaaaakie tanie, a teraz byłoby trudniejsze lub prawie niemożliwe). W latach 70. marzył mi się Zachód, Paryż był nieosiągalnym celem: wielki świat pachnący dolarami i Chanel nr 5. Jakże to brzmi teraz egzotycznie. W 1983 r. zaproszono mnie do Paryża, który obeszłam przez miesiąc na piechotę. Kupno puszki coca-coli za 5 franków było wielką rozterką duchową – to wydatek tylu pieniędzy! Czy ktoś to jeszcze pamięta?

Pewnego dnia, a był to rok 2001, znajoma zaproponowała mi wspólną podróż do Syrii i Jordanii. Zgodziłam się, ale już na początku wyprawy okazało się, że nasze oczekiwania były różne. Byłam żądna wrażeń, poznawania ludzi i innego świata. Dlatego rozstałyśmy się, postanowiłam sama kontynuować wyprawę, ale już według własnego planu. Ta podróż otworzyła mi oczy. Każdy jej dzień był niespodzianką. Wiele stereotypów okazało się nieprawdziwymi. Zobaczyłam to, co chciałam i jeszcze więcej. Nabrałam wiary we własne siły i złapałam bakcyla. I tak się zaczęła moja pasja podróżowania solo i bez biur podróży. Sama jestem księgową i pilotem swoich wypraw.

 

Rozpoznanie terenu

Podróżuję sama wybierając miejsca egzotyczne, w miarę tanie i bezpieczne. Wyznaję zasadę, że żadne, nawet najlepsze, biuro podróży nie zapewni mi tylu przeżyć, co zwiedzanie świata solo, a oprócz tego, wychodzi to znacznie taniej. Odpowiadają mi samotne eskapady, wtedy człowiek liczy tylko na siebie i jest zmuszony do nawiązywania kontaktów. Żaden pobyt w hotelu, a szczególnie luksusowym, nie odda klimatu prawdziwego życia i rozmów z ludźmi z ulicy, chociażby na „migi”.

Przed wyjazdem zawsze precyzyjnie przygotowuję się, kupuję profesjonalny przewodnik, szperam w Internecie, poszukuję ludzi, którzy już tam byli i zadaję liczne pytania…

Dodatkowo przed każdym egzotycznym wyjazdem idę do warszawskiego szpitala Wolskiego, w którym lekarz medycyny tropikalnej mówi mi jak mam się chronić przed chorobami występującymi w danym miejscu, m.in. zleca odpowiednie szczepienia. Dzięki profilaktyce zawsze wracam zdrowa. Szczepienia to według mnie wydatek konieczny, ale starcza na wiele lat. O powszechnie znanych zasadach przestrzegania reguł jedzenia i higieny w innych krajach nie będę pisać, bo to opisują liczne podręczniki. Ale na pewno nie warto ryzykować, chociaż przestrzegam przed nieuzasadnionym, wielkim strachem.

 

Oszczędzam

W zeszycie rozpisuję podróż „na dni i dolary”, co chcę zobaczyć i ile to będzie mnie kosztować.

Nie korzystam z usług biur turystycznych i wydaję mniej pieniędzy niż inni wydają czasem na wczasach w Polsce. W biurach podróży płaci się za wszystko: księgową, lokal, pilotów – i to jest około trzech czwartych kosztów wyprawy. Podróżując indywidualnie, płacę rzeczywiste koszty: w Azji i Afryce za jedzenie - przysłowiowego dolara, a za nocleg -  parę dolarów. Do tego korzystam z tanich połączeń lotniczych i wtedy naprawdę nie jest drogo.

 

Za każdym razem nowi znajomi

Atutem samotnych wypraw jest to, że miejscowi przyjmują mnie z niezwykłą otwartością, zapraszają do siebie i nie boją się kontaktów, chcą poznać egzotyczną, stateczną (?) cudzoziemkę. Dzięki temu poznaję realny świat. Porozumiewanie się nie jest, wbrew pozorom, skomplikowane. Wystarczy trochę znajomości angielskiego, ale bardzo często rozmowa na migi też jest dobrym sposobem nawiązywania kontaktów. A wyraz twarzy przekazuje wszystkie uczucia.

Przed wyjazdem do Iranu pewien Pers zrobił mi w zeszycie podstawowy słowniczek polsko-irański (takie dziwne znaczki-robaczki w tzw. języku farsi). Idąc ulicami pokazywałam komuś znaczek: „którędy do hotelu”, a przechodzący człowiek pokazywał ręką kierunek i już wiedziałam dokąd iść.

W nawiązywaniu kontaktów pomagają mi gadżety, które zabieram ze sobą i rozdaję podczas wyprawy. Są to długopisy, cukierki, podkoszulki, a nawet lekarstwa, często niedostępne dla miejscowych na co dzień. Wiele razy sama zostaję też obdarowywana, czasem zupełnie niespodziewanie. Ale trzeba wiedzieć, że prezenty daje się np. wodzowi, a nie wszystkim, bo mogą być kłopoty!

 

Nie boję się

Wszyscy zawsze mnie pytają: „nie boisz się?” Ja nie czuję strachu. Nieznane – a poznane, nie budzi lęku. Dlatego skrupulatnie przygotowuję się do podróży. Przyznam, że większy strach czułabym późną nocą na warszawskich Stegnach, gdzie mieszkam, niż na nocnym spacerze ulicami papuaskiej Wameny czy irańskich miast.

Obawę budzi też czasem jazda samochodem w niektórych krajach azjatyckich czy afrykańskich, gdzie jedyne prawo drogowe – to brak prawa, a światło czerwone nikogo nie obowiązuje.

W Hararze w Etiopii karmiłam w nocy hieny, trzymając w ustach patyk z nadzianym surowym mięsem i spotkałam się oko w oko z hieną. Był to jeden z niewielu momentów, kiedy czułam lekkie mrowienie w brzuchu: ja sama z dolarami za biustem, ciemność, obcy Etiopczycy i mnóstwo hien!

 

Pomysł na  życie

Bardziej mnie interesują Ludzie niż zabytki, kocham też przyrodę. Podróże uczą pokory i szeroko pojętej tolerancji. Lepiej oddycham, jak nie patrzę na to, co się dzieje wokoło nas: kłótnie, walka o to, aby mieć coraz więcej. A życie ucieka obok. Teraz świat wydaje mi się coraz bliższy, więcej rozumiem i coraz mniej spraw mnie dziwi.

Wiem, że będę podróżować dopóki będę miała możliwości. Po każdej wyprawie emanuje ze mnie energia, ładuję w ten sposób akumulatory na cały rok do następnej wyprawy.

Teraz wiem, że taką mam pasję: poznawanie świata. Tym żyję: albo jestem przed podróżą i się przygotowuję, albo szykuję album z ostatniego wypadu, w którym oprócz zdjęć wklejam wejściówki, foldery, wizytówki, bilety i opisuję przeżycia, a potem myślę, gdzie pojadę następnego roku.

Pozdrawiam wszystkich już kochających podróżowanie, a innych namawiam do poznawania świata nie „przez szybę” – z biurami podróży. Spieszcie się, bo świat jest coraz bliżej nas i coraz bardziej staje się jednakowy, ponadto niepokojąco cywilizuje się, toczą się wojny o ropę i diamenty, „dzicy ludzie” wyciągają ręce po pieniądze, wzrastają ceny, robi się niespokojnie tam, gdzie było tak pięknie.

Chętnie słucham opowieści innych, ale sama też dzielę się  swoimi przeżyciami, a więc zapraszam na moja stronkę...